Puboteka Piwnego Człowieka – Artezan – craft beer pub

W dzisiejszej Pubotece Piwnego Człowieka będzie lekko nietypowo. Formuła serii wpisów zakładała, że będę w niej skupiał się przede wszystkim na opisie pubów, które odwiedziłem. W tym artykule połączę jednak degustację oraz ocenę miejsca, w którym możemy się napić naprawdę dobrego piwa. Dlaczego tym razem będzie nietypowo? Ano dlatego, że i okazja była niecodzienna.

Był piątek 24 marca 2017 roku. Przez cały dzień świeciło piękne słoneczko, co chyba już na dobre zwiastuje odejście złej zimy i nastanie lepszych czasów. Tak piękny dzień wypadało jakoś uczcić…. A jak uczcić najlepiej dobry dzień? Oczywiście dobrym piwem. Razem z Magdą postanowiliśmy udanie rozpocząć weekend (niestety oboje lecimy w sobotę i niedzielę do szkoły, ale przynajmniej w piątek można było troszeczkę zaszaleć) i udać się gdzieś „na miasto”. Sprytny Marianowar już wcześniej wyłowił z kalendarium wydarzeń piwnych, że akurat w ten piątek w Craft Beer Pub – Artezan miała się odbyć premiera nowej, trzeciej warki Château rocznik 2017. Nie mogło mnie tam zabraknąć, więc musiałem jakoś przekonać Magdę. Okazało się, że nie widzi ona przeciwwskazań (normalnie w szoku byłem) więc już wiedziałem, że w dniu dzisiejszym moje kubki smakowe czeka naprawdę wspaniała przygoda. Ruszamy w podróż, pod pub zajeżdżamy około 19:50 (browar na kranie pojawił się o godzinie 19:00). Ludzi w środku bardzo dużo, ale da się swobodnie wejść i poruszać, więc szału związanego z premierą nie ma. Podchodzimy do baru i czekamy na swoją kolej. Po chwili podchodzi do nas miła Pani i z uśmiechem na ustach pyta co podać. Już wcześniej prześledziłem co jest serwowane w lokalu (w ofercie były piwa z ośmiu nalewaków). Magdzie proponuję Pacific z marakują. Jest to Pacific Pale Ale oparty na chmielach amerykańskich i australijskich dający piwu smaki i aromaty tropikalne i dość wyraźną goryczkę. No i tu największy zonk tego wieczoru, bo jej nie smakuje (generalnie piwo dopiła, a z każdym kolejnym łykiem smak i co najważniejsze humor były coraz lepsze :). Ja bez wahania zamówiłem Bode nie manuj, Hazy IPA oparta na bardzo wyraźnej goryczce, cytrusowych zapachach i głębokiej owocowości zapachu (dzień wcześniej odbyła się jego premiera). W lokalu słyszałem głośne i wyraźne opinie (nie tylko jednej osoby), że to Bode nie manuj to najlepsza polska IPA. Hmmm…. Szczerze to piwo jest bardzo dobre, może i wybitnie dobre, ale najlepsze w moim mniemaniu na pewno nie jest.  No ale zapytacie zaraz, chwila przecież nie po to tam poszedłeś. Miało być  Château itp. itd. Odpowiadam spokojnie, bez nerwacji… Nie samym Château człowiek żyje. Chciałem spróbować obu tych piw, a że Bode jest piwem jaśniejszym postanowiłem od niego zacząć. Jednak nie chciałbym w tym miejscu rozwodzić się nad Pacyfikiem z marakują i Bode nie manuj (myślę, że napisze o tym kiedyś oddzielny wpis), bo jednak tego wieczoru gwiazda była tylko jedna. Cały czas siedząc i sącząc moją Hazy IPA (i trochę Pacyfika bo jednak Magda potrzebowała pomocy w walce o Pearl Harbor) moje myśli uciekały do kranu z napisem bardziej świadczącym o dobrym winie niż piwie, ale jednak w tym przypadku oznaczającym jak się miało okazać świetne piwo. Ale, ale Marian …. Hold your horses …. Wszystko ma swoje miejsce i czas, dlatego po kolei.

Zanim przejdziemy do degustacji chciałbym trochę czasu poświęcić samemu lokalowi. W porównaniu z wcześniej odwiedzonym PiwPaw, sprawiał on wrażenie bardzo schludnego i czystego. Wszystkie stoliki były czyściutkie, bar zadbany a w lokalu posprzątane na glanc. Duże okna zamontowane na ścianie wejściowej w dzień zapewne zapewniają w lokalu duże ilości światła słonecznego, a w nocy dają wrażenie przestrzeni i chyba trochę powiększają lokal w sensie wizualnym. Miejsc do siedzenia jest średnio dużo, choć przy takiej okazji, jaką jest premiera swojego piwa, przy dużej ilości ludzi można tam było się swobodnie poruszać a po chwili oczekiwania nawet spokojnie usiąść przy stoliku. Jedynym minusem, który jednak nie wpływa na komfort przebywania w lokalu jest jego surowy wystrój (wszystko jest jakieś takie nowoczesne, proste, troszkę bez fantazji). Jednak jest to naprawdę szczegół, którego pewnie na pierwszy rzut oka większość w ogóle nie zauważa. Obsługa w lokalu jest bardzo miła i przyjazna. Z uśmiechem na ustach obsługują klientów, namawianie na zamówienie danego piwa nie jest nachalne, ale subtelne i z taktem. Ogólnie klient czuje się tam jak klient (dopieszczony i zadowolony), a nie intruz. Toalety są schludne, czyste, zadbane i …. zarąbiście ciężko je znaleźć, ponieważ mimo iż znajdują się w jednym budynku z pubem, to aby do nich trafić trzeba się nieźle nagłowić. Jednak tutaj z pomocą przychodzi nam ułańska fantazja i niebywałe poczucie humoru właścicieli lokalu, którzy na drzwiach prowadzących przez labirynt korytarzy do toalety umieścili mapkę, której ogarnięcie i dobre odczytanie gwarantuje nam dotarcie do upragnionego celu (swoją drogą jak ktoś jest mniej rozgarnięty, tudzież już po kilku degustacjach i bardzo mu się chce sami wiecie czego …. no to może być wesoło:) Podsumowując lokal zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, czas tam się spędza miło, w przyjemnej atmosferze, w czystym i zadbanym lokalu i co najważniejsze przy naprawdę dobrym piwie. Oczywiście nie ma miejsc idealnych (przynajmniej póki co) i malutkie mankamenty się zdarzają, ale w żadnym stopniu nie wpływają one na komfort przebywania w Artezan – craft beer pub.

Plusy:

– schludny i zadbany wygląd

– bardzo miła obsługa

– „wycieczka pełna przygód do toalety”

– bardzo dobre i świeże piwa na nalewakach

Minusy (a właściwie minusiki):

–  „wycieczka pełna przygód do toalety” 🙂

– troszeczkę surowy wystrój

 

Nadszedł czas na danie główne, na aktora dla którego wszyscy przybyli na ul. Moniuszki 1A w Warszawie. Czas na piwo Château rocznik 2017. Jest to belgijski Sour charakteryzujący się kwaśnym smakiem i nutami owocowymi. Nowiutka warka, jeszcze dobrze nie wystygła, a już znalazła się na kranach w Artezan – craft beer pub. Czy sprosta oczekiwaniom wszystkich przybyłych? Czy jest warta swojej ceny? Czy zaspokoi apetyty nawet najbardziej wybrednych beer geeków? Zaraz się przekonamy więc zostańcie z nami:)

O godzinie 20:42, 52 minuty po tym jak przybyłem do pubu przede mną stanął firmowy pokal Artezana napełniony piwem dzisiejszego wieczoru. Pierwsze wrażenie dotyczące koloru jak najbardziej pozytywne. Czarne lub jak się później okazało bardzo ciemnobrązowe, klarowne jednak kompletnie nieprzeniknione. Kolor ogólnie bardziej niż poprawny (według mnie kolor i piana to dwa najsłabsze punkty tego piwa – mimo że i tak nie są słabe:). Piana niestety znika w tempie ekspresowym jednak udaje mi się dostrzec kilka szczegółów ją charakteryzujących. Biała, drobnopęcherzykowa, ze znikomym lacingiem i przede wszystkim bardzo szybko znikająca z pola widzenia. I właściwie tyle. Nic więcej nie sposób o niej powiedzieć, no ale kto by patrzył na pianę i rozczulał się nad jej mankamentami skoro przed nami dwa najważniejsze kryteria: aromat i przede
wszystkim smak.

Pierwszy niuch z kielicha i już wiedziałem, że jest dobrze. Mało tego wiedziałem, że jest bardzo dobrze a miało być jeszcze lepiej. Z początku bardzo mocno wyczuwalne aromaty wina, czerwonego wina, takiego prosto z beczki. Po chwili do nozdrzy przedzierają się aromaty rodzynek oraz suszonych śliwek. Wyczuwalne są również nutki wędzone i zapaszki whisky genialnie współgrające i łączące się w szalonym tańcu aromatów łechcących nasze nozdrza akompaniamentem jak z bajki. Właściwie można się w tym zanużyć i trwać, i trwać, i trwać …. bo z czasem na pierwsze miejsce przebija się śliweczka i znów możemy aromat odkrywać na nowo.  I tak bez końca. Bardzo ciężko jest wrócić do świata żywych, no ale pozostaje nam najważniejsze i chyba najprzyjemniejsze.

Pierwszy łyk robię tak pozytywnie nakręcony tymi wszystkimi zapachami, że teraz nawet Romper mógłby mieć jakiś smak. Jednak ja jestem tym szczęśliwcem, który w swoim szkle posiada wyjątkowe piwo. Château już po pierwszym łyku spłaca dług zaciągnięty rozgłosem, ceną i dostępnością tego wieczoru tylko w jednym miejscu w Polsce, jak i na całym świecie. Jak tylko piwo zaczyna spływać wolniutko w moim przełyku wiem, że zasługuje ono na mój szacunek. Na pierwszy plan wysuwa się duża kwaskowatość, jednak jest ona przyjemna, myślę że owocowa, może cytrusowa. Na pewno mocno zalegająca, dzięki czemu możemy się nią cieszyć jeszcze dłużej. Nadaje ona temu piwu swoistej świeżości i jakby nie patrzeć unikalności (sami powiedzcie ile kwaśnych piw w życiu piliście:). Drugim najbardziej wyczuwalnym smakiem jest czerwone wino, wytrawne, leżakowane w dębowych beczkach. W beczkach, których zapach i smak przesiąka to piwo dając nam możliwość zobaczenia oczami wyobraźni piwnice, gdzie najpierw w nich przetrzymywano i leżakowano wino a później przez 20 okrągłych miesięcy układał się aromat i smak Château. Przy okazji posmaków winnych wychodzą również nuty taniczne. Znajdujemy tu również smaki śliwki i czekolady, które kojarzą się nam z popularnymi czekoladkami „Śliwka w czekoladzie”. A do tego wszystkiego na koniec wjeżdża na salony jeszcze delikatny smak kardamonu uzupełniając to wszystko po prostu mistrzowsko. Jedyne do czego na upartego można się doczepić to troszeczkę zbyt mocne wysycenie, które dosłownie momentami leciuteńko drażni. Jednak nie jest zbyt mocno odczuwalne, dlatego tyle w tym temacie:)

Podsumowując, premiera niezwykle udana. Piwo jest niesamowicie smaczne, niesamowicie aromatyczne i zabiera nas w podróż do naprawdę najprzyjemniejszych zakątków kraftowych krain. Żałujcie, że go nie spróbowaliście (choć jest jeszcze szansa bo zostało wydane również w wersji butelkowej). Jestem nim szczerze zafascynowany i jeżeli Artezan zdecyduje się na uwarzenie kolejnej warki tego specyfiku to za 3, 5 czy 10 lat  pierwszego klienta w dniu premiery, w lokalu już ma. Czego i wam serdecznie życzę i namawiam, jeżeli spotkacie gdzieś to piwo, to się nawet nie zastanawiajcie i kupujcie. Bo warto. Bo się nie zawiedziecie. I ja wam to mówię jakem Marianowar. HEJ !!!!

OCENA KOŃCOWA: 9/10

 

130 total views, 1 views today

Podziel się z innymi Beer Geek-amiShare on FacebookShare on LinkedInTweet about this on TwitterShare on Google+

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.